– PRĘDKO!!! Muszę natychmiast wejść!!! A Stara Kowalowa niech zamknie za mną drzwi jak NAJSZYBCIEJ!!! Już, już, NATYCHMIAST!!! – Zżymała się, wierząc, że jej nieskrywane napięcie, wygna z Kowalowej spowolniałą starość. Sekundy czekania pod drzwiami dłużyły się niemożebnie. Stara Kowalowa człapała boleśnie przez dobre dwie minuty, zanim otworzyła. Obawa, że nie zdąży schronić się tu...
Basia wróciła do domu przed północą. („Niech Najjaśniejszy Poświadczy, że nie robiłam niczego, co obrażałoby Dobre Imię Pobożnika! Nic z tych rzeczy, nic z ENPEO! – nic, co byłoby Nie Po Myśli Ojców”) – zadrwiła w myślach Stara Kowalowa, wyobrażając sobie katusze, które spotkały Basię usiłującą ujść cało sprzed majestatu zaborczego ojca. Miała nadzieję, że...
Gdy kilka minut po piątej dopieściła haft, stał już nad nią zniecierpliwiony świt. Zza zaciągniętych nieporządnie zasłon wyciekało ostre światło. Zestresowała się. Każde tego typu wtargnięcie wiązało się z nieznośnym bólem głowy. Wydawać by się mogło (ze sporym prawdopodobieństwem), że świt umyślnie rozdrażniał jej przebodźcowany, toporny wzrok i omdlewał stawy. Jakby wiedział, że nie stać...
Twarz miała odegrać tu główną rolę i tak się stało. Otóż, ta nalana, niezaprzeczalna własność siedemdziesięciopięcioletniego, przysadzistego mężczyzny, poszatkowana wieloma płytkimi zmarszczkami, widowiskowo pokrzywiała się na widok stojącej w progu Starej Kowalowej. – Niech wejdzie – rzucił lodowato właściciel twarzy. Odwracając się plecami, Ojciec Bogdan uciekł w głąb pokoju Rady. Rozejrzała się. Było pusto, zapewne...
Nie cierpiała na refluks, mimo to wczesna kolacja dnia poprzedniego podeszła jej do gardła. Próbując doraźnie zmniejszyć lęk, sięgnęła po to, co sprawdzone. Leciwa, wysłużona kontrola, pomyślała z czułością i nadzieją, że to, co praktykowane od tylu lat, ponownie przyniesie wybawienie. O, Święte, Naiwne Poczucie Kontroli! Nigdy nie zawodzisz, zupełnie jak ta zleżana kanapa –...
Niby zwyczajnie przestąpiły próg domu, pozorując swobodę, z jaką wraca się pod znajomy dach. Zdobywszy miękki ląd chodniczków rozrzuconych po podłodze przedpokoju, spojrzały sobie w oczy z ulgą. Obie włożyły ogromną pracę w to, żeby nie ujawnić, w jak wielkim popłochu uciekały tu ich wnętrza. Ryzyko bycia zauważonym przez Pobożników było spore. Któż nie zwróciłby...
Poza wnętrzem własnego domu i przycupniętym na jego tyłach ogrodem, Stara Kowalowa nigdy nie zerkała na boki. Pytana o to, odpowiadała, że świat nie wydaje się jej na tyle interesujący, by zdzierać na nim wzrok. Od lat zależało jej jedynie na tym, by mieć na oku znajome kąty. Reszta wszystkiego niechaj sobie istnieje, a pewnie,...
Kazimiera Mizia nad wyraz ostrożnie obchodziła się dziś z leśnym runem. Dobrze znana, utarta pomiędzy wysokimi paprociami ścieżka, nagle wydała się jej zdradliwa, miejscami nawet złowroga. Raptem czegoś to chcą od niej ogłupiałe muszki, pająki, grzyby i wielce poruszone jej lekkim krokiem pyłki kwiatów! Tylko nos rozdrażnić i oczy zaprószyć potraficie! – przedrzeźniała się z...
Niezależnie od tego, co uczyniłeś źródłem swojej nadziei, niezależnie od tego, co natreściło Twoje życie – pamiętaj, że przede wszystkim masz w sobie cień. To on żywi się korzonkami Twojego wewnętrznego światła, to on sprawia, że matowieją Ci oczy. Masz prawo nazywać to inaczej, masz prawo nie przyznawać się, że gaśniesz. Możesz też wyruszyć w...