Sołtys Kowalówki mieszka w typowym, według Maksymiliana, domku wiejskiego sołtysa. Nie wiem do teraz, skąd takie przekonanie w ustach kolegi. Mogę jednak o czymś nie wiedzieć, rzecz jasna. 
Przechodząc do rzeczy, chcę wam uprzejmie donieść, że człowiek ten, a dokładnie Janusz Szambeliński, urodzony w roku czterdziestym dziewiątym, syn Jana i Anny, to postać tragiczna, ale na szczęście dla i tak, przegranej dla nas, przynajmniej na dzień dzisiejszy, sprawy, jest to postać jednowymiarowa. Nie mataczy i raczej nie potrafiłby zrobić tego sprawnie.

Przyznaję, że pani Maria Kołodziej, stanowi dla mnie ogromne wyzwanie. Jej córka także. I tu, uprzedzam wasze pytania, których spodziewam się ze zrozumieniem i szacunkiem- tak, łączy mnie pewna nić sympatii z Jowitą Stróż. Nie przekroczę jej jednak, dopóki sprawa, dogasająca, jak sami wiecie z braku możliwości ruchu na z naszej strony, nie będzie oficjalnie zamknięta.

Do rzeczy. Domek otoczony ogrodem, przyklejony od zachodu do sporego kawałka ziemi uprawnej, rzeczywiście poddany był ostatnio (co również zeznają mieszkańcy wsi) wielu pracom remontowym. Widać także gołym okiem: przełożony dach, świeżo przebudowany komin, ale i wiele innych, jak nowiutkie okna, kocioł i ogólnie odświeżone wnętrza. Znamy lwią część zajęć, które pochłaniały w ostatnim czasie Franciszka Stróża, nieboszczyka. Człowiek ten, mimo wcześniejszych zastrzeżeń, okazał się, o wiele bardziej przewidywalny i szablonowy w swoich poczynaniach.

Zanim prześlę dokładny zapis rozmowy, której to nagranie, przesłucham i zreferuję jeszcze dziś, sam dodam od siebie kilka zdań wprowadzających w problem.

Janusz Szambeliński, wieloletni przyjaciel, bo znający się i niemalże od razu bliżej kontaktujący się z Franciszkiem Stróżem, od jego przyjazdu do Kowalówki ( to jest dwadzieścia lat temu), wprowadził mnie i Maksymiliana w spore zdumienie. Nie tylko zgodził się na rozmowę, ale wyraźnie dał nam do zrozumienia, że na nią czekał, a wręcz spodziewał się takiego obrotu spraw od kilku lat. Jego przyjaciel miał zdradzać mu swoje dolegliwości sercowe, co dla sołtysa i jego małżonki, było jednoznacznym powikłaniem jego ciężkich przeżyć w życiu osobistych i cytuję „traumatycznych relacji z żoną i córką”.

Gdyby udało się doprowadzić do konfrontacji zeznań sołtysa z tym, co ma do powiedzenia Maria Kołodziej, byłbym dziś, zawodowo, jednym z bardziej spełnionych prokuratorów w tym kraju. Uprzedzam jednak, że sprawa ta, zaczęła mnie dotykać poniekąd osobiście, ze względu na wyżej popełnione wyznanie natury osobistej. Z tego powodu, uczciwie donoszę, że gdyby, jakimś cudem, udało się choć trochę spraw rodziny Stróż kontra Kołodziej- wyjaśnić, ja sam, mógłbym nie dać sobie z tym rady.

Ku mojemu zaskoczeniu, kolega Nać Maksymilian, okazuje się z godziny na godzinę, lepszym, niźli wcześniej się zdawało, specjalistą w swoim fachu. Naprowadził nas na trop, który zasmakował jeszcze bardziej gorzko, w zestawieniu z niemocą zapytania o niego u źródła, to jest u Marii Kołodziej.

Zapis rozmowy z sołtysem, niebawem znajdziecie na mailu. Dajcie znak, czego dowiedzieliście się o spadku.

Z poważaniem, Aurelian Dobrucki, prokurator.