„Zwierz (enie)”
Nika miała zjawić się w moim życiu, ale raczej za pośrednictwem śliskich, kolorowych gazet. Tak jak Księżna Diana, której duże, tak naturalne, że aż pierwotne oczy, były tak samo mocno podkreślone kredką.
Oczy Niki krzyczą podobnie brzmiącą rozpaczą.
Patrz na mnie. Tutaj dzieje się to wszystko! Między spojrzeniami…
Diana, jak podsumował jej brat, nosiła imię od boginki łowów, a paradoksalnie sama stała się zwierzyną łowną.
Nika urodziła się, by służyć żywemu Bogu, ale zanim do tego dojrzała- ubito w niej wszystko, co jest do tego niezbędne.
Ledwie żywa prorokini. Przytłoczona całą gamą dozwolonych zachowań. Zupełnie jak etykieta angielskiego dworu, co to przebiła Dianę na wylot.
Myślę, że miałam nauczyć się skupiać wzrok na tym, co tak skrzętnie ukryte. Pod sznytem obowiązków, zasad, gestów i mocno stłumionych reakcji, moją uwagę miał zwrócić dźwięk szamoczących się; dużych, zielonych oczu.
Gdy ją poznałam, w jej mieszkaniu, które dzieliła z przyjaciółką, żywe były tylko koty. Wszystko, poza tym, niczym nieudana scenografia teatralna, nie kleiło się, przez to niepokoiło, chwilami odrzucało, bo zawalało się na głowę i przeszkadzało spokojnemu krokowi.
Podjęłam to wyzwanie.
Przez kilka miesięcy patrzyłam w oczy powieszone na czarnych pętlach makijażu. Nie wiedziałam, jak dokopać się do wzroku, który próbuje uciec z formy, w który go wsadzono. Raz nawet śniło mi się niebo, które niosę Nice w plecaku. Miało ją uzdrowić, dać wolność, oświecić. Zatrzasnęła drzwi, gdy je zobaczyła.
Takim samym wzrokiem Sophie przywitała mnie, gdy wróciliśmy z X. z gór. Leżała na kuchennej podłodze w nowej, ciemnej sukni. Patrzyła w sufit i modliła się na głos.
– Babciu!!!- przybiegłam z krzykiem, widząc ją od drzwi wejściowych. Kuchnia była otwarta, a plama jej małego ciałka, od razu skopała mi serce.
– Uspokój się, dziecko, ja jednak dziś jeszcze nie umrę- odpowiedziała zawiedziona.
X. stał w kuchennym progu, nie śmiał wejść w tę ciężką narrację. Podszedł do pieca i zsunął na brzeg płyty, gotującą się zupę.
– Dziękuję ci chłopcze…- wyszeptała.
To wtedy zobaczyłam nieokraszone niczym oczy. Chciały wyskoczyć, dokrzyczeć się do mnie, do Boga, do świata.
– Dziś jeszcze- szeptała, więc nachyliłam się do jej ust- ratujcie mnie. Nie załatwiam się już od kilku dni, umieram z bólu i ciężko mi myśleć. Mam zawrotyyyyyyyy
Sophie odleciała, dała odpocząć oczom. Krzyk ucichł, zawyła karetka.