Około siedemdziesięcioletnia kobieta, Maria Kołodziej, której szczegółowe dane, załączę do raportu ostatecznego, odmówiła dalszych zeznań. Dzień po pierwszym, próbnym przesłuchaniu jej w szpitalu, do którego trafiła z diagnozą stanu przedzawałowego, zjawił się nie byle jaki- prawnik, reprezentujący ją i mający wszelkie plenipotencje w jej sprawach. Fakt ten, oraz mocne zaświadczenie lekarza prowadzącego i ordynatora kardiologii, odcięły nas całkowicie od podejrzanej.

Poza poszlakami i domysłami, nie mamy, rzecz jasna, żadnego dowodu, że Maria Kołodziej, miała związek ze śmiercią Marty Tabiś, sygnującej obrazy nazwiskiem Stróż. Maksymilian Nać, śledczy, któremu towarzyszyłem w przesłuchaniu, włożył wiele pracy w dokładne przebadanie zapisków denatki. Wyżej wymienione, obejmują kilkadziesiąt lat życia Marty Tabiś, która pisała swoje wspomnienia barwnie i szczegółowo.

Maksymilian Nać odnalazł kilka dat, z lat obejmujących lata siedemdziesiąte, osiemdziesiąte, dziewięćdziesiąte także, aż do obecnych, gdzie denatka wspomina o kontaktach z Marią Kołodziej. Głównie opisuje podarki, które miała od wspomnianej wyżej, dostawać za pośrednictwem Franciszka Stróża. Jedna zaś notatka, sugeruje, że mogły się spotkać osobiście.

Ale to pozostaje, jak pisałem, w mocy sugestii, jedynie.

Istnieje, rzecz jasna, co dopuszczamy, możliwość, w której to rzeczywiście obie panie nie poznały się osobiście. Być może, Maria Kołodziej, domyślając się, że jej mąż, Franciszek Stróż, odwiedza swoje nieślubne dziecko, podsuwała mu prezenty do przekazania sierocie, wobec której, czuć mogła jakiegoś rodzaju obowiązek. Nie chcąc ranić siebie, ani córki, nie dopytywała męża, a jedynie spełniała dobre uczynki, chcąc oczyścić sumienie. 
Tę wersję, brać pod uwagę musimy. Kobiety miewają emocjonalne spojrzenie na sprawy innych kobiet. Maria Kołodziej, mogła czuć się winna, że mieszka w pełnej rodzinie ze swoją córką, podczas gdy inne dziecko, nie ma możliwości być na stałe u boku ojca.

Jak sytuacja prezentowała się od strony Franciszka? Nie wiemy. Podobno, nie chciał ranić żony, tak miał mówić, zwlekając z przedstawieniem jej swojej nieślubnej córki. W sprawie jednak, pozostaje wiele niewiadomych.

Taka wersja, mogłaby bardzo pomóc Marii, w naprawieniu relacji z córką Jowitą. Na nieszczęście, obie osoby, które mogłyby zaprzeczyć, bądź potwierdzić stopień i rodzaj znajomości między Martą a Marią, nie żyją. Mam tu na myśli Martę Tabiś i Franciszka Stróża, jej ojca.

Nie mamy nic na panią Marię. Poza licznymi śladami, które prowadzą wyłącznie do niej. Żadnego dowodu. Żadnych żywych świadków…

A jaka myśl przychodzi do głowy prokuratorowi, gdy giną jedyni świadkowie w sprawie, a podejrzany ma się coraz pewniej na swojej pozycji?

No właśnie… 
Maksymilian wciąż liczy te nieszczęsne włosy denatki. Już nawet nie powstrzymuję go, bo jego upór przesłuchania pani Marii, choć początkowo niejasno motywowany, okazał się strzałem w dziesiątkę.

I jeszcze ten spadek… Ale to później. Potwierdźcie otrzymanie maila. Z poważaniem. Aurelian Dobrucki, prokurator.